SercemWidziane > Blog Fotograficzny > Chrzest Święty Reportaże > Fotoreportaż z chrzcin Tymoteusza
Fotoreportaż w domu z chrzcin

Fotoreportaż z chrzcin Tymoteusza

Zakładamy, że wszyscy z niecierpliwością wyczekujecie zdjęć. Pewnie nie tylko bliższa, ale i dalsza rodzina dopytuje, kiedy będą zdjęcia Tymka. Dziś jest ten moment, kiedy gotowy jest fotoreportaż z chrzcin.

Nie ukrywamy, że jak zawsze trudno było wybrać te najpiękniejsze ujęcia i ułożyć je tak, by całość opowiadała historię z tego wyjątkowego dnia. Ale zacznijmy od początku.

Przygotowania w domu. Pierwsze sceny, które budują historię

Zaczęliśmy od przygotowań. Do dziś pamiętamy moment, w którym jedno z nas poszło do pokoju, gdzie bawiło się rodzeństwo Tymoteusza, żeby się przywitać. Drugie z nas zostało przy Tymku. Zdziwienie dzieci i jednoczesna radość na ich buziach była bezcenna, podobnie jak rzucone przez Gabrysia pytanie: „gdzie jest wujaszek”. To miłe, że nawet dzieci postrzegają nas jako duet.

Dzieci zachowywały się bardzo swobodnie, co sprzyjało nam w łapaniu ulotnych chwil. Były przytulaski, buziaczki i szybkie „cyk” dokładnie wtedy, kiedy dzieje się coś prawdziwego. Rodzeństwo angażowało się w pomoc przy maluszku, uczestniczyło w pielęgnacji i ubieraniu, a Tymoteusz wyglądał na zadowolonego, obserwując kolejne twarze pochylające się nad nim.

Rodzeństwo na chrzcinach. Małe gesty, duże znaczenie

Zakładamy, że Tymoteusz nie tylko tego dnia był obcałowany od stóp do głów. Były też wygłupy, bo dzieci tak właśnie mają, i dobrze. Uwieczniliśmy tę beztroskę, a czasem nawet wchodziliśmy w zabawę, bo wtedy dzieci otwierają się szybciej i reportaż robi się bardziej naturalny.

Rejestrowaliśmy przygotowania nie tylko Tymoteusza, który był w centrum zainteresowania, ale także Lilianki, Marysi i Gabrysia. To ważne, żeby żadne z dzieci nie poczuło się odsunięte. Były piękne kreacje, wianuszki z żywych kwiatów we włosach, a nawet Gabryś załapał się na drobną stylizację fryzury.

Przed kościołem i w trakcie ceremonii. Uważnie i dyskretnie

Przed kościołem zbierała się rodzina, witając się z gospodarzami dnia. Tu wydarzyła się scena, którą pamiętamy do dziś, Marysia wołała do gości „tam jest wujek Grey”, podbiegła i przytuliła Grzegorza. On zrobił się czerwony jak burak, bo na reportażu wolimy być z boku i nie ściągać uwagi. Dzieci mają jednak swoje prawa i to było po prostu szczere, lekkie i prawdziwe.

W środku było dość ciasno, co utrudniało poruszanie się bez zwracania na siebie uwagi. Zdjęcia wykonywaliśmy tylko w tych momentach, kiedy było to możliwe, tak aby nie przeszkadzać wiernym. Tymoteusz podczas obrzędu chrztu był komfortowo spokojny, a pozostałe dzieci były zainteresowane tym, co dzieje się przy ołtarzu.

Jeśli chcecie zobaczyć więcej realizacji w takim stylu, zajrzyjcie do naszej galerii z zdjęciami z chrztu.

Przyjęcie rodzinne. Emocje, życzenia i tempo, które trudno dogonić

Dalsza część dnia to uroczyste przyjęcie w Zajazd Chodowiak. Czekaliśmy w gotowości na moment życzeń, bo wszystko dzieje się wtedy szybko. Jest dużo emocji, słów i gestów, które mijają w sekundę, a warto je mieć zatrzymane.

Sylwia z Michałem zadbali też o animacje dla najmłodszych. Były zabawy sensoryczne, które bardzo lubimy. To mądre i kreatywne zajęcie, które angażuje zmysły i daje dzieciom świetną przestrzeń do działania. Było malowanie buziek, zmywalne tatuaże, zmiana koloru włosów, a na zewnątrz taniec i mnóstwo baniek. Dzieci łapały je w powietrzu, ćwicząc przy okazji motorykę, a dorośli mieli chwilę oddechu i radość z obserwowania tego wszystkiego.

Przy stołach było gwarno. Rozmowy, konwersacje, luźne dialogi i poważniejsze dyskusje. Kilka stołów dalej zaglądanie do wózka, ekscytacja Tymoteuszem i żart, że „podobny jest do dziadka Darka”. Babcie czule opiekowały się wnuczkiem, a on z nadmiaru emocji zasnął w ich objęciach.

Tort i finał dnia. Zanim dzieci dotkną palcem, trzeba zdążyć

Był czas na tort, którym zachwycały się dzieci, co widać na zdjęciach bez żadnego opisu. Jeszcze przed pokrojeniem był dyskretnie testowany paluszkami, bo wiadomo, trzeba sprawdzić czy na pewno słodki.

To był długi, intensywny dzień. Razem z gospodarzami zamykaliśmy drzwi restauracji. Dziękujemy raz jeszcze, że mogliśmy zatrzymać dla Was czas, do którego wraca się potem z ogromną czułością.

Kilka słów o tym, jak pracujemy przy chrzcinach

Ten post jest reportażem, więc zostawiamy go w formie historii. Jeśli chcecie poczytać, jak wygląda współpraca od strony organizacyjnej, co obejmuje reportaż i jak planujemy dzień, zajrzyjcie do strony, na której opisujemy nasz sposób pracy jako fotograf na chrzest w Warszawie.

Jeśli chcecie mieć podobną pamiątkę z Waszych chrzcin

Najczęściej po latach wraca się do zdjęć, na których widać relacje i drobne momenty, nie tylko te najbardziej oficjalne. Jeśli zależy Wam na fotoreportażu, który opowiada dzień od przygotowań po rodzinne przyjęcie, napiszcie do nas. Powiecie nam, gdzie planujecie ceremonię i czy będzie obiad, a my wrócimy z konkretną odpowiedzią.

Zapraszamy do kontaktu i zachęcamy, żeby dać nam znać, jaki termin rozważacie oraz w jakiej części Warszawy lub okolic planujecie uroczystość.